|
Niniejszy dział to próba przedstawienia Warszawskiej Magistrali Hutniczej z perspektywy Miłośników Kolei - garstki ludzi, którzy chcieli zadać sobie odrobinę trudu, aby wydrzeć tej linii choć kilka tajemnic. Z drugiej strony - trudno nazywać trudem to, co sprawia nam przyjemność, a więc wyprawy po torach z aparatem w ręku. Tak, właśnie to tak bardzo lubimy :)
Wyprawa zrealizowana 27 grudnia 2008 - Imieniny Tamary
Solenizantka nie przybyła. Ale i tak było super, łaski bez!
Wysiedliśmy na Forcie Wawrzyszew, niniejszym zaliczywszy całą długość linii. Żwawym marszem dotarliśmy do Góry Śmieciowej, a następnie - do ul. Estrady. Po drodze okazało się, że nie ma już rozjazdu do dawnej bazy Senagpo - niniejszym obrazek powitalny witryny www.wmh.waw.pl przeszedł do historii.
Po drobnych zakupach na pobliskiej stacji benzynowej udaliśmy się przez las do kilometra 6.0, czyli przejazdu ul. Radiowej. Następnie żwawym krokiem podążyliśmy na Szlak Łosia, gdzie nastąpił tradycyjny odpoczynek.
Na ul. Kocjana dołączają kolejni uczestnicy wyprawy.
Dotychczas wielokrotnie obiecywaliśmy sobie eksplorację bocznicy do rampy czołowo-bocznej przy ul. Kocjana. Tym razem postanowiliśmy obejrzeć teren. To dobry moment, zwłaszcza, że po likwidacji rozjazdu do tej bocznicy, jej fizyczna zagłada zdaje się być kwestią czasu. Okazało się, że pobliska budowa przyczyniła się do... gruntownego odczyszczenia toru. Po pokonaniu koszmarnego bałaganu za Sądem Grodzkim ujrzeliśmy piękne podkłady typu GBL3.
Dalsza droga - bez niespodzianek. Przy Lazurowej skład się uzupełnia o ostatnich wędrowców i w pełnym gronie docieramy do ul. Górczewskiej. Tu niektórzy się odłączają (ku rozczarowaniu pozostałych), zaś trzon grupy - zgodnie z planem - przez osiedle Przyjaźń - trafia do znanej już pizzerii przy ul. Olbrachta.
Na Olbrachta wchłaniamy całą dostępną pizzę, do tego pęka kilka piw: pszennych, zielonych, pilzneńskich, oczywiście bezalkoholowych. Tu oficjalnie kończymy imprezę, choć trzon grupy tak naprawdę kontynuuje wspólną włóczęgę jeszcze dalej.
Generalnie - wyprawa udana: dopisali uczestnicy - zjawili się wszyscy zapowiedziani (Agata, Artur, Piotr - miło Was powitać w gronie włóczęgów WMH). Pogoda dopisała. Wykonaliśmy pełny plan przemarszu, dokumentując po drodze zmiany. Mało tego, zinwentaryzowaliśmy to, co pozostało z bocznycy do ul. Kocjana, a tu nas jeszcze nie było. No, przynajmniej nie na całej trasie.
Lekki niedosyt pozostawia ruch na szlaku, a raczej jego kompletny brak. Jak się później okazało, Huta miała w tym okresie przestój produkcyjny. Cóż, następnym razem będzie co najmniej równie dobrze. Bo z naszej strony wszystko było dopięte, tylko pociągu zabrakło.
Wielkie podziękowania dla wszystkich uczestników. Znowu było dobrze.
[jk], współpraca [aw], [ps], [tw]
Wyprawa zrealizowana 19 października 2008 - zaplecze huty.
Wszystko wskazuje na to, że założenie Forum WMH nie było głupim pomysłem; oto grupa zainteresowanych linią osób mogła precyzyjnie umówić się na wspólną wyprawę, uprzednio starannie ją planując. Zgodnie stwierdziliśmy, że dziesięciokilometrową linię 938 mamy porządnie wklepaną w podeszwy, jednakże bardzo niewiele wiemy o tym, co znajduje się na zapleczu Huty. Tam też nas miało zanieść.
Po lewej: próba odtworzenia przebiegu torów przez hałdy to zadanie dla archeologa - długo łamaliśmy sobie nad tym głowy. Po prawej: suwnica zrobiła wrażenie na wszystkich - nie tylko rozmiarem
Za łukiem w lewo naszym oczom ukazał się księżycowy krajobraz hałd z wspaniałą, ogromną suwnicą, służącą prawdopodobnie w przeszłości do rozładunku popiołów hutniczych. Dziś wszystkie instalacje stoją porzucone, ale większość układu torowego jest czytelna. Industrialny urok instalacji ma się świetnie.
Po lewej: łypnięcie okiem na teren hutniczego składu złomu. Po prawej: pamiątkowe zdjęcie pod zakazem chodzenia po torach. Nastroje jak najlepsze
Tak maszerując dotarliśmy aż do ul. Wólczyńskiej, nieco ku własnemu zaskoczeniu; ta okolica wydawała nam się dotychczas pilnie strzeżoną. Warto dodać, że nikt na trasie nas nie niepokoił.
W najmniej dogodnym miejscu, na wysokości kompostowni MPO, wypadło nam ''krzyżowanie'' ze zmierzającym do Huty bruttem. Znowu zdjęcia i marsz na ''Szlak Łosia'' na tradycyjny popas.
Na Szlaku Łosia znowu zdjęcie pod przejeżdżającą tamarą - jak kilka lat temu...
Kolejna atrakcja po drodze - wyrwany z gruntu rozjazd na dawną bocznicę przy ul. Kocjana - o tym było już na forum. Dalej - zmiany związane z budową trasy S8 - uwieczniono tor tymczasowy w ówczesnym przebiegu.
Grupa topniała w miarę zbliżania się do stacji Warszawa Jelonki. Kilku najwytrwalszych uczestników dotarło aż do ul. Olbrachta, gdzie czekała nagroda: pizza i schłodzone napoje.
Długo wyczekiwana wyprawa na tory miała miejsce szóstego lipca 2008. Wyruszyliśmy z Wola Parku aby podążyć na północ. Po drodze czeka nas księżycowy krajobraz budowy drogi ekspresowej S8...
Porzucona szpulka przy Pierwszej Prostej sama z siebie stała się stołkiem barowym pod chmurką. Foto: J. Kulecki
Zakrt na Górce i Pierwsza Prosta zmieniły się ostatnio nie do poznania. Jakkolwiek przebieg linii 938 nie uległ tu zmianie, otoczenie zdążyło się kompletnie przepoczwarzyć.
Silna grupa na placu budowy... wiele się tu zmieniło od czasu rozpoczęcia prac nad trasą S8. Foto: R. Rączkowski
Prace budowlane trwają aż do ulicy Fortowej w Bliznem - kawał drogi. Podczas naszej wyprawy tymczasowy tor był właśnie budowany. Dookoła pełnia robót. Pociągi jeszcze jeżdżą starym torem, ale już widać przebieg toru tymczasowego.
Widać zwieziony materiał torowy - nowiutkie szyny S49 z Huty Pokój, rocznik 2008. Po prawej przygotowane podtorze toru tymczasowego. Foto: J. Kulecki
Już za ul. Fortową - dawna sielanka: tu zmiany nie zagościły (nie na długo: już we wrześniu wiele się tu zmieni, ale o tym pózniej). Wszystko po staremu. Idziemy dalej...
Grupa żwawo posuwa się na północ. Foto: J. Kulecki
W lasku przy WATowskim poligonie grupa się rozciąga, niektórzy korzystają z chwili oddechu. Foto: J. Kulecki
Na ''Szlaku Łosia'' tradycyjny popas w altance. Foto: R. Rączkowski
Naszych uszu dobiega wściekłe Rp-1 - grupa z entuzjazmem rzuca się do zdjęć. Foto: J. Kulecki
I oto jest - SM48-114 ze składem eaosów. Zbywamy lekceważeniem młodego, służbistego pomocnika pytającego o pozwolenie na fotografowanie - my fotografowaliśmy zanim on poszedł do technikum kolejowego... Foto: J. Kulecki
Korzystając z dobrych nastrojów wpadamy na pomysł ''zdobycia'' najwyższego wzniesienia w okolicy - Góry Smieciowej. Nie zastanawiając się zbyt długo (bo śmierdzi) i nie bacząc na przeciwności (naprawdę śmierdzi) udajemy się na wspinaczkę.
Na szczyt Góry wiedzie kręta dróżka. Foto: J. Kulecki
Ze szczytu Góry rozciągają się piękne widoki w każdym kierunku. Na chwilę zapominamy o zapachach. Foto: J. Kulecki
Zejć trudniej, niż wejść. Ci z rowerami mają jeszcze gorzej. Foto: J. Kulecki
Na zakończenie, dzięki pomocy logistycznej Rico, przenosimy się pod linię 400kV na północ od Mościsk. Tu kontemplujemy udaną wycieczkę.
Nad głowami - 400kV. Foto: R. Rączkowski
Ludzie ciekawi świata nigdy się nie nudzą. Foto: R. Rączkowski
Jak widać, było ciekawie. Wielkie podziękowania dla wszystkich uczestników wyprawy. Szczególnie dla Rico za wsparcie logistyczne. Kto nie był z nami - niech żałuje.
Zwykle wyprawy po WMH wyruszają z okolic ul. Górczewskiej i pną się na północ. Z założenia omijamy więc to, co odgałęziało się od linii nr 938 w przeszłości. Tym razem ruszyliśmy z Boernerowa, aby pokonać marszem nieistniejący odcinek na lotnisko Babice (EPBC).
Wyprawa zrealizowana 10 pazdziernika 2004.
Wyprawy po torach to ulubiona rozrywka pewnej grupy entuzjastów zamieszkałych w Warszawie i okolicach. Jakkolwiek przeważają ci z zachodu, zwłaszcza Bemowa, nie brakuje nawet przedstawicieli prawobrzeżnej Warszawy. Nikt z nas chyba nie przypuszczał, że ta zwyczajna z założenia wycieczka stanie się upamiętnieniem tego, co ma odejść. Trzy miesiące później nie było już śladu po rozjeździe na dawne PRK-7...
Wyprawa zrealizowana 16 września 2004.
Opisane zdarzenie to wyprawa rowerowa - stanowi pewnś odpowiedź na pytanie, czy WMH da się zwiedzić rowerem. Relację tę najwygodniej czytać wodząc palcem po odpowiedniej części planu Warszawy lub arkusza mapy topograficznej tych okolic.
Minąwszy ul. Kocjana usłyszeliśmy sygnał Rp1, po jakimś czasie dał
się ujrzeć pyszczek tamary. Ustawiliśmy się przy przepuście,
gdzie udało się co nieco pstryknąć ale fotka zamierzona (cała SM48 + przepust)
nie wyszła. Szła SM48-111 (widziana przez Piotrka bardzo niedawno w
Jeziornej) z krótkim składem próżnych węglarek (seria Eaos). Po przejściu składu wsiedliśmy na rowery i przemknęliśmy ul.
Kocjana - Kaliskiego - Lazurową - Pełczyńskiego - Narwik do jeziorka gdzie
uwieczniliśmy tamarę - woda jednak była pomarszczona przez wiatr i
chyba nie będzie zdjęć z odbijającą się w tafli jeziora lokomotywą.
Po fotce łuku i (z oddali) bramy MPS pojechaliśmy mostkiem z podkładów
(też fota) i dalej starotorzem odgałęzienia na Boernerowo. Pózniej jeszcze fota
przejazdu dawnej leśej dróżki (która była wyżej od ścieżki, po której
jechaliśmy).
Potem jazda laskiem, obok polanki, bardzo przyjemna jest ścieżka na nasypie - to była dopiero piękna trasa! Potem trochę nam
sie zgubił szlak, ale z mapy pamiętałem, że linia prowadziła wzdłuż ulicy
Kleeberga, ponadto dawniej istniały tory wzdłuż tej ulicy.
Pomyślałem jednak, że pamięć mnie zawodzi i że linia musiała uciec na
lotnisko, toteż zjechaliśmy w tamtą stronę i jadšc ulicą Piastów Sląskich. Poszukiwania nie dawały efektu.
Coś jednak nie dawało nam spokoju, wróciliśmy więc, gdyż zaświtało mi, że ta
linia okrążała Boernerowo i kończyła się gdzie indziej. Na ulicy Kleeberga
zobaczyliśmy, że obok jest miejsce akurat na linię kolejową - bardzo
zalesione ale w przebiegu nie rosło żadne drzewo, ponadto były tam też
resztki tłucznia. Na ulicy Sobczaka znaleziono kawałek przejazdu - płyty musiały zostać usunięte
po zaoraniu torów. Ale już na ulicy Telewizyjnej znajdujemy
przejazd - płyty przejazdowe, zaś na ulicy Akantu - kawałki szyn widoczne w błocie. Potem jednak na drodze zastała nas kostka brukowa
(skrzyżowanie z Ebro). Przy ścieżynce do lasu znajdujemy jednak resztki tłucznia
i wjazd do blaszanej bramy, prowadzącej na tereny wojskowe - w porównaniu do
poprzednich przejazdów o tym nawet nie-MK może powiedzieć, że były tu kiedyś
tory.
Jedna z wielu wypraw, które odbyliśmy w liczniejszym gronie. Bardzo sprawdzona ekipa. Scenariusz był typowy: wyruszamy z południa i idziemy na północ, z obowiązkowym postojem na popas na ''Szlaku Łosia''. Dalej - jak kto woli: jedni poszli dalej, inni - wrócili do domu.
UWAGA: Wszystkie zdjęcia i grafiki zamieszczone na tej stronie stanowią własność jej autorów. Wszelkie ich przetwarzanie do użytku komercyjnego wymaga zgody autorów. Dopuszcza się zamieszczanie zdjęć na innych stronach niekomercyjnych, pod warunkiem podania imienia i nazwiska autora fotografii zgodnie z przyjętymi zwyczajami.
|